piątek, 10 lipca 2015

Przetarłam oczy i z pozycji leżącej przeszłam do pozycji siedzącej. Materac ugiął się pod moim ciężarem, a moja głowa zabolała bardziej niż kiedykolwiek. 
Z wczorajszej nocy pamiętam, że się upiłam i pod koniec urwał mi się film. Dałaś sobie popalić Effy. Ale teraz nie nie na tym skupiły się moje myśli, tylko na chłopaku, który siedział na łóżku Zoe. 
Jego oczy były zamknięte, a ręce miał skrzyżowane na piersi.
-Halo- zawołałam cicho, bo głowa mi pękała.
Chłopak wyprostował się i potarł podbródek.
-Halo, zasada numer jeden, nie pijemy do nie przytomność.
-Ciszej proszę- złapałam się za głowę i opadłam na poduszkę.- Co tak śmierdzi?
W pokoju było czuć martwego kota zmieszanego z dużą ilością potu. 
-Ty- odpowiedź była krótka, ale bardzo zrozumiała. 
Przyglądałam mu się przez chwile, aż oczy zabolały mnie od światła dziennego. Potrzebowałam aspiryny, ibupromu, czegokolwiek by wrócić do trzeźwego stanu. Przesadziłam stanowczo- nigdy więcej. 
Pot spływał mi po szyi, dekolcie... dekolcie, nagim dekolcie. Cholera, na przeciwko siedział nieznajomy, a ja leżałam w samej bieliźnie. 
Wyciągnęłam koszulę nocną z pod poduszki i wsunęłam ją najszybciej jak potrafiłam. 
-Czy my... czemu jestem w samej bieliźnie?
-Obrzygałaś sobie ubrania, więc miałaś śmierdzieć i dusić się tym smrodem? Rozebrałem cię- nie otworzył oczu, ale usta ułożyły się w figlarny uśmieszek- nie dziękuj Elfie. 
-Elfie?- spojrzałam na niego z ciekawością.- Kim ty w ogóle jesteś? 
W sumie nie znałam gościa zbyt długo więc miałam prawo się zapytać. W końcu mógł być jakimś podglądaczem lub zboczeńcem, którego kręci nekrofilia. Ale przyznać musiałam nie należał do brzydkich. Jego ciemne włosy opadały na czoło, a wydajne usta prosiły się... boże Effy przestań. 
Pociąg do chłopków był mi obcy. Nigdy się nie całowałam, nie przytulałam z płcią przeciwną. Więc te dziwne ciarki, które teraz po mnie przeszły były przyjemne, ale jednak trochę przerażające.
-Black, byłem wczoraj z wami- a no tak, czyli to on był ta męską, cichą sylwetkom.
-Tak w połowie chyba urwał mi się film, mógłbyś... mógłbyś mi powiedzieć co się stało?- w tym momencie zabrzmiałam jak idiotka, na dodatek idiotka z kacem.
-No wsiadałaś do auta z jakimś starym facetem, potem zemdlałaś, musiałem wrócić wcześniej bo niosłem cię na ramieniu przez dwadzieścia minut, a za podziękowania obrzygałaś się i mnie.
Miałam ochotę schować się pod kołdrą i pozostać tam do końca życia, aż wyschnę, umrę z głodu... cokolwiek byle by skutecznie. Zrobiłabym to gdybym mogła się ruszyć, ale ze wstydu znieruchomiałam.
-Przepraszam- jedyne co udało mi się wykrztusić.
Następne pół godziny leżałam wpatrując się w ciszy w sufit, kiedy znalazłam siły by wstać, wzięłam ubrania i poszłam po cichu do łazienki.
Weszłam po pierwszy prysznic z ładną niebieską zasłonką i odkręciłam zimną wodę by się przebudzić. Cieniutki strumyk spływał mi po plecach, aż do pośladków i w tedy usłyszałam ciche szepty parunastu osób.
Czułam ich głosy coraz głośniej, a skóra była gorąca od ich ciepła oddechu. Byłam pewna, że jak wchodziłam to nikogo nie było, jak weszłam było słychać jedynie kropelki wody, które obijał się o zlew chwilowo popsutej umywalki, a teraz głosów było stanowczo za dużo, jakby miliony osób szeptało mi do ucha i dotykały po skórze. Otworzyłam oczy i zakręciłam wodę po czym owinęłam sie ręcznikiem i wyszłam spod prysznica.
Szepty nie znikły, przeciwnie. Były głośniejsze, a dotyk bardziej odczuwalny. Mimo mojego zdziwienia, wszystkie kabiny były puste.
Spojrzałam w lustro i zobaczyłam za mną postać. Młodego chłopaka, mniej więcej w moim wieku. Stał za mną wpatrzony tak jak by zobaczył ducha, ale to bardziej ja się tak czułam. Był przystojny, blond włosy wydajne kości policzkowe, ale był smutny, jego oczy zapłakane.
Łazienka malała i zostałam tylko ja i on w małej, czarnej klatce.
Tak jakbym śniła. Nie był to koszmar, ani przyjemny sen. Było to bardziej jak dramat, takie uczucie jakbym oglądała dramat, jak by właśnie była scena tragicznego wypadku, jakby ktoś umierał. Miałam uczucie jak bym była na pogrzebie siostry. 

wtorek, 7 lipca 2015

Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, że kiedy weszłam do środka wszyscy zamilkli i ich wzrok powędrował do mnie, ale to było tylko złudzenie, głupia myśl w mojej głowie, głupi strach, który nie pozwalał mi na pełną swobodę. 
Pierwsze co zauważyłam była spora grupa ludzi- nastolatków siedzących w rogu przy barze. Potem spojrzałam na drewniany parkiet pełen ludzi i w tłumie spostrzegłam Zoe z rudowłosą dziewczyną. Tańczyły jakby były jednością, Ruda obejmowała Zoe w pasie, a moja współlokatorka kręciła biodrami ocierając się przy tym o uda drugiej dziewczyny. Wyglądało to trochę jak taniec erotyczny. Zauważyłam też, że chłopak przy barze przygląda się im jakby widział planetę zrobioną z cukru.
Powędrowałam szybkim krokiem do barku i usiadłam na krześle.
-Co podać?- spytał głośno barman. 
-Coś mocnego, żeby zapomnieć chodź na chwile- uśmiechnęłam się i wyjęłam studolarówkę z tylnej kieszeni spodni.
-Już się robi. 
Odwrócił się i znikną za blatem. Po paru sekundach przyniósł szklankę i limonkę. 
-Do dna- podniosłam szklankę i upiłam parę łyków po czym zagryzłam limonką.- Jeszcze raz, aż nie wyczerpią mi się środki. 
Oparłam jedną rękę o blat a drugą podparłam podbródek. 
Siedziałam znudzona i zaspana na tyle, że muzyka była ledwie słyszalna. Mózg mówił "nie wolno", ale ciało sądziło coś innego i wypiłam do dna kolejnego drinka. 
Jakiś czas potem, dosiadł się do mnie mężczyzna, około czterdziestki i postawił mi drinka. 
Poczułam jak moje ciało przestaje funkcjonować, a umysł przestawia się na tryb uśpiony. Mężczyzna zamówił mi kolejnego drinka, a ja nie odmówiłam i wzięłam kolejnego łyka, tylko po to by przestać myśleć. Przestać się zastanawiać i po prostu się zabawić. Kiedy byłam na skraju wytrzymałości i zasypiałam, wybudził mnie donośny głos.
-Maleńka chyba pora zabrać cię do domu- odwróciłam głowę w jego stronę i padłam na bar.
-Tak, poproszę- podniosłam rękę i upiłam kolejny łyk i wstałam.
-Zawiozę cię, dobrze?- poczułam jak ręka mężczyzny dotyka mojej tali i schodzi coraz niżej i niżej, aż w końcu dotarła do posladków.
W odpowiedzi pokiwałam głową i ruszyłam w stronę drzwi.
Przy wyjściu miałam odruchy wymiotne, a potem tak jakby ktoś wsadzał mi drut kolczasty do gardła.
Na parkingu podeszliśmy do jakiegoś auta i usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi, a po tym nieznajomy głos.
-Ona nigdzie nie idzie, przynajmniej nie z tobą.
Uszły ze mnie ostatnie oznaki siły i upadłam na żwir. Lepka maź spłynęła mi po polikach, a potem zrobiło mi się czarno przed oczyma i zemdlałam.

niedziela, 28 czerwca 2015

Leżałam w łóżku i wpatrywałam się w sufit. Włosy wciąż miałam wilgotne po kąpieli, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że poduszka będzie mi śmierdzieć.
Łazienki nie były takie złe jak myślałam, były sterylne, bez grzyba, ładne kabiny prysznicowe i każdy miał osobną półkę na ręcznik i kosmetyki. Zoe mnie ostrzegła, że chłopaków jest więcej niż dziewczyn, a ich łazienka jest mniejsza i, że czasami skradają się wieczorem by się odświeżyć jak nie ma u nich wolnych kabin, ale nie wiedziałam, że mówi na serio, więc prawie nie dostałam zawału kiedy szukałam wolnej kabiny i weszłam tam gdzie nie trzeba czego skutkiem było oglądanie nagiego Lee, ale wolałabym o tym zapomnieć.
Kiedy tak leżałam do pokoju weszła Zoe w samym ręczniku. Chyba mnie nie zauważyła, bo po prostu opuściła ręcznik ukazując przy tym linie pleców i pośladki.
Napięcie odwróciłam głowę i spojrzałam w okno. 
-Jak cię to podnieca to możesz patrzyć- usłyszałam w jej głosie zabawę.
-Nie, chyba jednak wole chłopców- odpowiedziałam bez namysłu.
Materac ugiął się pod drugim ciężarem, a ja obróciłam się na drugi bok i spojrzałam na Zoe.
-Wychodzisz z nami? W sensie z Lee i paroma innymi znajomymi.
-Myślałam, że nie wolno opuszczać ośrodka po kolacji.
Bo nie wolno było, Fiona wyjaśniła mi, że po kolacji drzwi wejściowe zostają zamknięte, a cały budynek monitorują kamery. Kolejne rzeczy, które przybliżają to miejsce do więzienia. 
-No nie wolno, ale w sumie razy w tygodniu wybieramy się do miasta w nocy na jakąś imprezkę czy coś. 
Nie byłam co do tego przekonana, przecież mogą nas złapać, a kara nie będzie należeć do najmilszych, ale nie zostało mi nic do stracenia, nawet za grosz godności.  Więc po zastanowieniu nie miałam wątpliwości i się zgodziłam, bo co mi się stanie? Zadzwonią do rodziców, których nie mam? Odeślą mnie do ośrodka wychowawczo-opiekuńczego w którym już jestem? 
Wysuszyłam włosy i ubrałam to co zwykle czyli koszulę i spódniczkę.
-Ty tak serio?- odezwała się Zoe kiedy wyszłam z łazienki.
Spojrzałam w lustro naprzeciw i tylko wzruszyłam ramionami.
-No proszę cię, wyglądasz jak byś się urwała z domu dla zakonnic- no tu musiałam przyznać jej racje. 
Nim zdążyłam zauważyć dziewczyna grzebała mi w mojej torbie wyjęła czarne rurki i kopertę z której wystawały zielone papierki.
-Choler- spojrzała do koperty- Ile ty tego masz?
Miała takie oczy jak pięciolatka oglądająca sklep z lalkami. 
-Nieważne, oddaj- wyciągnęłam rękę po kopertę.
-Spoko, nie jestem złodziejką- oddała mi kopertę.- Weź sobie parę zielonych na piwo czy coś... a nie zapomniałam, pewnie nie pijesz. 
No w sumie nigdy nie piłam i nie miałam zamiaru, ale wylądowałam bez rodziny i chciałam o tym zapomnieć choćby na jedną noc.
-Pije- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam sto dolarów z koperty.- Co ty robisz z moimi spodniami? 
Zoe właśnie dziurawiła mi spodnie tępymi nożyczkami. Na szczęście wyglądałam w nich całkiem ładnie i podkreślały mi pośladki- jak stwierdziła współlokatorka, która pożyczyła mi później swoją koszulkę, która była trochę za duża, ale nie robiła ze mnie "grubasa". 
Później wytłumaczyła mi plan i powiedziała, że mam cały czas iść za nią. 
Zeszłyśmy po pierwszych schodach w dół, a następnie po kolejnych, aż w końcu dotarliśmy do drzwi ewakuacyjnych, które Lee otworzył za pomocą wsuwki. Poczułam się trochę jak w filmie akcji, jakbyśmy byli jakimiś włamywaczami. Co po części było prawdziwe tylko, że zamiast włamywać to wymykaliśmy się. 
Łącznie ze mną było sześć osób. Ja, Lee, Zoe, jakaś dziewczyna z krótko obciętymi, czarnymi włosami i inna ruda o długich włosach. I szósta osoba, której twarzy nie widziałam, ale po sylwetce sugerowałam, że to chłopak. 
Za drzwiami był betonowy tunel w którym było strasznie zimno więc mocniej otuliłam się płaszczem. Na końcu były drewniane schody, za każdym razem jak się stanęło na byle jakim stopniu to on zaskrzypiał i wydał dźwięk jak by zaczął się łamać. Na końcu Lee mocno uderzył w sufit, a drzwiczki otworzyły się tak mocno, że prawie wyrwały się z zawiasów. 
Zoe wytłumaczyła mi wcześniej, że do miasta jest dwadzieścia minut drogi pieszo przez las, więc nie byłam zbytnio zaskoczona. 
Budynek do którego weszliśmy był  z czerwonej cegły, a wejście oświetlała lampa uliczna. Przed drzwiami stał masywny ochroniarz. Wpuścił wszystkich bez słowa, ale kiedy nadeszła moja kolej oblał mnie pot bo ochroniarz zamknął furtkę prze mną i poprosił o dokumenty, których oczywiście nie miałam. 
Zoe szepnęła coś ochroniarzowi na ucho, a on pozwolił mi przejść przez bramkę. 

sobota, 27 czerwca 2015

Przez całą drogę nie wydałam żadnego dźwięku, odgłosu. Po prostu siedziałam z otwartymi oczyma oglądając widoki za szybom. Kiedy samochód wjechał na parking, wysiadłam z gracją i poprawiłam kurtkę. Budynek przypominał więzienie, brudny, biały kolor ścian. Metalowe wielkie drzwi. Jedyne co różniło dom opieki, a więzienie to brak metalowego płotu i mały plac zabaw.
Weszliśmy do środka, pierwsze drzwi były przeznaczone dla strażników, drugie dla wychowawców, jeśli można było ich tak nazwać. Reszta to były pokoje dla dzieci i łazienki. Fiona- tak kazała na siebie mówić blondynka, zaprowadziła mnie na drugie piętro i wyjaśniła, że mój pokój jest pod numerem sto osiem, potem oprowadziła mnie po "sali zabaw", gdzie znajdował się xbox, jakieś komputery i biurka.
W końcu dała mi kluczyki i odeszła mówiąc "jeśli będzie ci smutno możesz zawsze przyjść do mnie". Uprzedziła też o współlokatorce, niby miła i fajna, ale to dom dziecka z tego co słyszałam są tu same dresy i nieletni narkomani.
Otworzyłam drzwi i rzuciłam walizkę na usłane łóżko. Pokój nie był jakiś straszny, na pewno nie przypomniał pokoju motelu w którym spałam rok temu razem z mamą, czyli pokoju brudnego i typowego dla burdelów. Ten był całkiem w porządku, pomalowany na brąz i beż. Dwa łóżka dzieliła mały stolik nocny, dwie szafy stały przy drugiej stronie, a obok nich tajemnicze, białe drzwi.
Podeszłam bliżej nich i kiedy chciałam otworzyć usłyszałam jakieś głosy.
-Mówię poważnie. Od dwóch lat jestem sama w pokoju, a teraz przychodzi jakaś laska, która za pewnie nie wie nic o życiu i będzie się użalać i płakać w poduszę.
Głos wydawał mi się znajomy.
-Przestań być suką, trafiła tu z jakiegoś powodu, musi przeżywać, bądź dla niej miła- powiedział nieznajomy głos męski.
Nagle drzwi się uchyliły, a do pokoju weszła znajoma dziewczyna, Zoe. Oby dwie stanęłyśmy jak wryte. Patrzyła mi w twarz, a ja jej. Czekałam, aż pierwsza się odezwie, ale ktoś ją uprzedził.
-Znacie się?
Spojrzałam jej za plecy i wypatrzyłam jasnowłosego chłopaka. Jego włosy przypominały śnieg, widać było po jego oczach, że ma korzenie azjatyckie, cerę miał tak samo bladą jak włosy, przypominał trochę wampira.
-Znamy- odpowiedziałam, próbując przebić nieśmiałość.
-Nie jest tak źle jak myślałam- uśmiechnęła się i uścisnęła mnie i mówiła dalej- Poznałyśmy się w szkole, chodzimy razem do klasy- spojrzała w stronę chłopaka.- Oh, to jest Effy, która jest całkiem spoko, Effy to jest Lee, który jest czasami spoko, ale zazwyczaj jest strasznym pacanem.
Chłopak przeczesał włosy ręka i uśmiechną się.
-Sama jesteś pacaniem. Miło cię poznać Effy. Jestem Lee i nie jestem pacanem jak twierdzi Zoe- wyciągnął rękę w geście, żebym ją uścisnęłam i tak zrobiłam. 
Natychmiastowo poczułam jego zimny dotyk i schowałam rękę do kurtki. Było widać, że czuje się zaskoczony, ale próbował nie okazywać tego po sobie.
Jak byłam mniejsza, odwiedziłam z mamą, tatą i siostrą schronisko dla zwierząt. Było mi strasznie smutno jak zobaczyłam te bezbronne zwierzaczki, teraz też mi się zrobiło smutno. Patrzyłam dwóm nastolatką w oczy, którzy pewnie nie znali swoich rodziców, ale byli tak szczęśliwi jakby ich domem byłby ośrodek. Ciepłym, rodzinnym domem, do którego można zawsze wrócić. 

piątek, 26 czerwca 2015

   Około szesnastej wróciłam do domu, cała mokra i zimna. Proste włosy zamieniły się w busz i przebrałam się w dres. W drodze do kuchni spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem ładnie w tej fryzurze i w spodniach, a nie spódnicy i prostych włosach i białej, jak śnieg koszuli.
    Wzięłam kolejnego gryza kanapki z tuńczykiem i popiłam sokiem. Może nie był to wyśmienity obiad, ale nie było nic innego w lodówce. Mama wyjechała wczoraj do klientów, miała wrócić dziś, ale dalej nie ma po niej znaku. Zero esemesów, telefonów, listów, żadnych oznak życia.
      Przez tydzień nie robiłam zakupów, więc w lodówce została tylko sałatka grecka, parę plasterków sera i szynki, no i spleśniałe mleko. Mniam.
   Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka i popędziłam po kafelkach, tak szybko, że prawie się wywaliłam.
      Dzwonek zadzwonił jeszcze raz, w tym samym momencie kiedy otworzyłam drzwi. W progu stali dwaj umundurowani mężczyźni, a za nimi jakaś wysoka, piękna blondynka o długich nogach.
     -Dzień dobry Panno Minder- jeden zdjął czapkę i uchylił się ku mnie- Mamy dla pani złą wiadomość.
       Uśmiechali się przekazując mi "złą wiadomość". Policja zawsze była świetnymi pocieszycielami
"Przepraszamy, ale mamy zła wiadomość. Pani córkę potrącili dwaj pijani mężczyźni, a potem zgwałcili jej zwłoki, sorry wszystko będzie super" tak to mniej więcej wyglądało. Do dziś pamiętam jak mama zaczęła ich wyzywać przy tym płakać.
    -Możemy wejść?- zapytali, ale ja doskonale znałam te sztuczki złodziejów przebranych za policjantów, więc tylko pokiwałam zaprzeczająco głową.- No cóż, powiemy szybko i zwięźle. Twoja matka Alexandra Minder została potrącona przez śmieciarkę i umarła. Zostaniesz zabrana do domu dziecka dlatego, że nie masz pełnoletniego opiekuna.
       Stanęłam jak wryta, Poczułam jak wielka gula zapycha mi gardło, przez co brakuje mi powietrza i zaczynają mi się nabierać łzy, które zaraz rozprują moje oczy niczym piła maszynowa.
       Na początku zabrali mi ojca, potem siostrę, a w końcu kobietę, która dała mi życie, którego powoli zaczynałam żałować. Skupiłam wzrok na starym dębie, a potem na kobiecie. Miała plakietkę z napisem "Wychowawczyni domu dziecka". Zmroziło mi krew w żyłach, zachciało mi się krzyczeć tak głośno, że popęka wszelkie szkło, ale tego nie zrobiłam. Nie poroniłam ani jednej łzy, nie wydałam ani jednego jęku bólu, a gulę w gardle po prostu połknęłam.
        -Dajcie mi chwile na spakowanie rzeczy i do was wrócę.
        Wzięłam ze sobą to co najważniejsze, dokumenty, ubrania, kosmetyki, wszystkie oszczędności mamy i moje. Razem około pięciu tysięcy które wepchnęłam w przegrodę między bielizną, a kosmetykami i wyszłam. 

środa, 24 czerwca 2015

   Weszłam do sali mimo wielkiej niechęci. Zapoznawanie się z ludźmi było dla mnie czymś czego się bałam, przyjaźnie były dla mnie czymś obcym, czymś zupełnie nieznanym, po prostu bałam się braku akceptacji wśród rówieśników. Byłam uczona w domu, aż w końcu wysłano mnie do szkoły publicznej. Moją najlepszą przyjaciółką była moja siostra bliźniaczka, ale po jej śmiercie zamknęłam się w sobie, przestałam się odzywać. Mówiła tylko wtedy kiedy było trzeba. Co chwile wracał mi obraz Holly, która była uśmiechnięta nawet kiedy się ze mną żegnała, kiedy umierała.
    Zamrugałam parę razy by się otrząsnąć i wrócić do idealnej Effy. Effy którą udawałam.
  Przygładziłam brązowe włosy, poprawiłam czarną, idealnie pasującą spódniczkę i weszłam do środka. Sala była w półpełna. wszystkie szepty ucichły, a twarze uczniów zwróciły się w moją stronę. Odruchowo spuściłam głowę i spojrzałam w dół.
   Przed wsadzeniem mnie do szkoły mama powiedziała "Przestań się chować za miotłą jak mysz i otwórz się na znajomości" ale ja po prostu nie potrafiłam spojrzeć ludziom w twarz. Brzydziłam się nimi i tym co zrobili mojej siostrze.
  Rozejrzałam się dookoła i nie było pustej ławki, wszystkie dwuosobowe. Jakaś blondynka pomachała do mnie na znak, żebym usiadła. Mimo wstydu się dosiadłam. Spojrzała na mnie raz, potem drugi i trzeci. Nie wiedziałam o co jej chodziło więc tylko stukałam długopisem o poniszczoną ławkę. Dziewczyna obok mnie zachichotała. Czyżby śmiała się ze mnie? Nagle zrobiło mi się strasznie wstyd i zaczęłam tupać noga ze zdenerwowania. Poczułam jak zaczyna mi brakować powietrza i robi mi się gorąco. O nie- pomyślałam. Kolejny atak paniki. Podniosłam za szybko głowę w górę i zabolała mnie lekko szyja. Rozejrzałam się nerwowo biorąc trzy głębokie wdechy. Od kiedy tu weszłam minęło dość dużo czasu, bo w sali na tablicy pojawił się temat, a przy biurku stała nauczycielka.
   Kolejne trzy wdechy, a potem cztery, aż w końcu poczułam jak uchodzi ze mnie ciepło i powracam do normalnej temperatury ciała.
    Dziewczyna położyła mi rękę na moim przedramieniu.
   -Nic ci nie jest?- zapytała troskliwym tonem, a ja w odpowiedzi pokiwałam tylko przecząco głową- To dobrze. Nazywam się Zoe.
   Mimo tego, że się bałam postanowiłam podać jej rękę i zrobiłam pierwszy krok, by nie być szara myszką.
    -Effy- odpowiedziałam i podniosłam głowę.
    Dziewczyna nie do końca była blondynką, miała bardzo wyraźne czarne odrosty. Oczy nadawały wyrazu jej twarzy jak by nie spała od trzech dni, na sobie miała luźną, czarną  koszulkę z jakimś napisem, a spodnie z dziurą na lewym kolanie. 
  Przez kolejną część lekcji nie zamieniliśmy ani słowa, dopiero kiedy przysiadła się przerwie obiadowej zamieniliśmy parę zdań.
    Przesunęła się bliżej na tyle byśmy stykały się ramionami.
    -Jesteś bardzo zamknięta w sobie- walnęła prosto z mostu.
    Ja tylko wykonałam gest unosząc barki.
    -Wydajesz się fajna, Effy.
   Wow, świetny komplement. Nie wiedziałam czy czy miał mnie pocieszyć czy ośmieszyć, ale zdecydowanie zrobił to drugie, na tyle mocno, że poczerwieniałam.
   -Nie chciałam cię obrazić, przepraszam- Nic nie szkodzi, nie raz ośmieszyłam siebie samą- dodałam w duchu.- Chodzi o to, że jesteś taka jakby inna. Smutna, odcięta od świata. Powinnaś przestać się chować za miotłą Effy, bo jesteś naprawdę sympatyczna.
    Jakimś cudem wzięłam jej słowa pod uwagę i zaczęłam myśleć patrząc przed siebie na schody wiodące do góry.
      A co jeśli powinnam przestać udawać? Przestać być idealną Effy? Jakoś się zmienić? Co prawda nie podobałam się samej sobie, wolałam siebie jaką byłam wcześniej, czyli uśmiechniętą Effy, ale przyznać muszę, że mimo wszystko przyzwyczaiłam się do bycia zawstydzoną i perfekcyjną dziewczyną.