środa, 24 czerwca 2015

   Weszłam do sali mimo wielkiej niechęci. Zapoznawanie się z ludźmi było dla mnie czymś czego się bałam, przyjaźnie były dla mnie czymś obcym, czymś zupełnie nieznanym, po prostu bałam się braku akceptacji wśród rówieśników. Byłam uczona w domu, aż w końcu wysłano mnie do szkoły publicznej. Moją najlepszą przyjaciółką była moja siostra bliźniaczka, ale po jej śmiercie zamknęłam się w sobie, przestałam się odzywać. Mówiła tylko wtedy kiedy było trzeba. Co chwile wracał mi obraz Holly, która była uśmiechnięta nawet kiedy się ze mną żegnała, kiedy umierała.
    Zamrugałam parę razy by się otrząsnąć i wrócić do idealnej Effy. Effy którą udawałam.
  Przygładziłam brązowe włosy, poprawiłam czarną, idealnie pasującą spódniczkę i weszłam do środka. Sala była w półpełna. wszystkie szepty ucichły, a twarze uczniów zwróciły się w moją stronę. Odruchowo spuściłam głowę i spojrzałam w dół.
   Przed wsadzeniem mnie do szkoły mama powiedziała "Przestań się chować za miotłą jak mysz i otwórz się na znajomości" ale ja po prostu nie potrafiłam spojrzeć ludziom w twarz. Brzydziłam się nimi i tym co zrobili mojej siostrze.
  Rozejrzałam się dookoła i nie było pustej ławki, wszystkie dwuosobowe. Jakaś blondynka pomachała do mnie na znak, żebym usiadła. Mimo wstydu się dosiadłam. Spojrzała na mnie raz, potem drugi i trzeci. Nie wiedziałam o co jej chodziło więc tylko stukałam długopisem o poniszczoną ławkę. Dziewczyna obok mnie zachichotała. Czyżby śmiała się ze mnie? Nagle zrobiło mi się strasznie wstyd i zaczęłam tupać noga ze zdenerwowania. Poczułam jak zaczyna mi brakować powietrza i robi mi się gorąco. O nie- pomyślałam. Kolejny atak paniki. Podniosłam za szybko głowę w górę i zabolała mnie lekko szyja. Rozejrzałam się nerwowo biorąc trzy głębokie wdechy. Od kiedy tu weszłam minęło dość dużo czasu, bo w sali na tablicy pojawił się temat, a przy biurku stała nauczycielka.
   Kolejne trzy wdechy, a potem cztery, aż w końcu poczułam jak uchodzi ze mnie ciepło i powracam do normalnej temperatury ciała.
    Dziewczyna położyła mi rękę na moim przedramieniu.
   -Nic ci nie jest?- zapytała troskliwym tonem, a ja w odpowiedzi pokiwałam tylko przecząco głową- To dobrze. Nazywam się Zoe.
   Mimo tego, że się bałam postanowiłam podać jej rękę i zrobiłam pierwszy krok, by nie być szara myszką.
    -Effy- odpowiedziałam i podniosłam głowę.
    Dziewczyna nie do końca była blondynką, miała bardzo wyraźne czarne odrosty. Oczy nadawały wyrazu jej twarzy jak by nie spała od trzech dni, na sobie miała luźną, czarną  koszulkę z jakimś napisem, a spodnie z dziurą na lewym kolanie. 
  Przez kolejną część lekcji nie zamieniliśmy ani słowa, dopiero kiedy przysiadła się przerwie obiadowej zamieniliśmy parę zdań.
    Przesunęła się bliżej na tyle byśmy stykały się ramionami.
    -Jesteś bardzo zamknięta w sobie- walnęła prosto z mostu.
    Ja tylko wykonałam gest unosząc barki.
    -Wydajesz się fajna, Effy.
   Wow, świetny komplement. Nie wiedziałam czy czy miał mnie pocieszyć czy ośmieszyć, ale zdecydowanie zrobił to drugie, na tyle mocno, że poczerwieniałam.
   -Nie chciałam cię obrazić, przepraszam- Nic nie szkodzi, nie raz ośmieszyłam siebie samą- dodałam w duchu.- Chodzi o to, że jesteś taka jakby inna. Smutna, odcięta od świata. Powinnaś przestać się chować za miotłą Effy, bo jesteś naprawdę sympatyczna.
    Jakimś cudem wzięłam jej słowa pod uwagę i zaczęłam myśleć patrząc przed siebie na schody wiodące do góry.
      A co jeśli powinnam przestać udawać? Przestać być idealną Effy? Jakoś się zmienić? Co prawda nie podobałam się samej sobie, wolałam siebie jaką byłam wcześniej, czyli uśmiechniętą Effy, ale przyznać muszę, że mimo wszystko przyzwyczaiłam się do bycia zawstydzoną i perfekcyjną dziewczyną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz