Przez całą drogę nie wydałam żadnego dźwięku, odgłosu. Po prostu siedziałam z otwartymi oczyma oglądając widoki za szybom. Kiedy samochód wjechał na parking, wysiadłam z gracją i poprawiłam kurtkę. Budynek przypominał więzienie, brudny, biały kolor ścian. Metalowe wielkie drzwi. Jedyne co różniło dom opieki, a więzienie to brak metalowego płotu i mały plac zabaw.
Weszliśmy do środka, pierwsze drzwi były przeznaczone dla strażników, drugie dla wychowawców, jeśli można było ich tak nazwać. Reszta to były pokoje dla dzieci i łazienki. Fiona- tak kazała na siebie mówić blondynka, zaprowadziła mnie na drugie piętro i wyjaśniła, że mój pokój jest pod numerem sto osiem, potem oprowadziła mnie po "sali zabaw", gdzie znajdował się xbox, jakieś komputery i biurka.
W końcu dała mi kluczyki i odeszła mówiąc "jeśli będzie ci smutno możesz zawsze przyjść do mnie". Uprzedziła też o współlokatorce, niby miła i fajna, ale to dom dziecka z tego co słyszałam są tu same dresy i nieletni narkomani.
Otworzyłam drzwi i rzuciłam walizkę na usłane łóżko. Pokój nie był jakiś straszny, na pewno nie przypomniał pokoju motelu w którym spałam rok temu razem z mamą, czyli pokoju brudnego i typowego dla burdelów. Ten był całkiem w porządku, pomalowany na brąz i beż. Dwa łóżka dzieliła mały stolik nocny, dwie szafy stały przy drugiej stronie, a obok nich tajemnicze, białe drzwi.
Podeszłam bliżej nich i kiedy chciałam otworzyć usłyszałam jakieś głosy.
-Mówię poważnie. Od dwóch lat jestem sama w pokoju, a teraz przychodzi jakaś laska, która za pewnie nie wie nic o życiu i będzie się użalać i płakać w poduszę.
Głos wydawał mi się znajomy.
-Przestań być suką, trafiła tu z jakiegoś powodu, musi przeżywać, bądź dla niej miła- powiedział nieznajomy głos męski.
Nagle drzwi się uchyliły, a do pokoju weszła znajoma dziewczyna, Zoe. Oby dwie stanęłyśmy jak wryte. Patrzyła mi w twarz, a ja jej. Czekałam, aż pierwsza się odezwie, ale ktoś ją uprzedził.
-Znacie się?
Spojrzałam jej za plecy i wypatrzyłam jasnowłosego chłopaka. Jego włosy przypominały śnieg, widać było po jego oczach, że ma korzenie azjatyckie, cerę miał tak samo bladą jak włosy, przypominał trochę wampira.
-Znamy- odpowiedziałam, próbując przebić nieśmiałość.
-Nie jest tak źle jak myślałam- uśmiechnęła się i uścisnęła mnie i mówiła dalej- Poznałyśmy się w szkole, chodzimy razem do klasy- spojrzała w stronę chłopaka.- Oh, to jest Effy, która jest całkiem spoko, Effy to jest Lee, który jest czasami spoko, ale zazwyczaj jest strasznym pacanem.
Chłopak przeczesał włosy ręka i uśmiechną się.
-Sama jesteś pacaniem. Miło cię poznać Effy. Jestem Lee i nie jestem pacanem jak twierdzi Zoe- wyciągnął rękę w geście, żebym ją uścisnęłam i tak zrobiłam.
Weszliśmy do środka, pierwsze drzwi były przeznaczone dla strażników, drugie dla wychowawców, jeśli można było ich tak nazwać. Reszta to były pokoje dla dzieci i łazienki. Fiona- tak kazała na siebie mówić blondynka, zaprowadziła mnie na drugie piętro i wyjaśniła, że mój pokój jest pod numerem sto osiem, potem oprowadziła mnie po "sali zabaw", gdzie znajdował się xbox, jakieś komputery i biurka.
W końcu dała mi kluczyki i odeszła mówiąc "jeśli będzie ci smutno możesz zawsze przyjść do mnie". Uprzedziła też o współlokatorce, niby miła i fajna, ale to dom dziecka z tego co słyszałam są tu same dresy i nieletni narkomani.
Otworzyłam drzwi i rzuciłam walizkę na usłane łóżko. Pokój nie był jakiś straszny, na pewno nie przypomniał pokoju motelu w którym spałam rok temu razem z mamą, czyli pokoju brudnego i typowego dla burdelów. Ten był całkiem w porządku, pomalowany na brąz i beż. Dwa łóżka dzieliła mały stolik nocny, dwie szafy stały przy drugiej stronie, a obok nich tajemnicze, białe drzwi.
Podeszłam bliżej nich i kiedy chciałam otworzyć usłyszałam jakieś głosy.
-Mówię poważnie. Od dwóch lat jestem sama w pokoju, a teraz przychodzi jakaś laska, która za pewnie nie wie nic o życiu i będzie się użalać i płakać w poduszę.
Głos wydawał mi się znajomy.
-Przestań być suką, trafiła tu z jakiegoś powodu, musi przeżywać, bądź dla niej miła- powiedział nieznajomy głos męski.
Nagle drzwi się uchyliły, a do pokoju weszła znajoma dziewczyna, Zoe. Oby dwie stanęłyśmy jak wryte. Patrzyła mi w twarz, a ja jej. Czekałam, aż pierwsza się odezwie, ale ktoś ją uprzedził.
-Znacie się?
Spojrzałam jej za plecy i wypatrzyłam jasnowłosego chłopaka. Jego włosy przypominały śnieg, widać było po jego oczach, że ma korzenie azjatyckie, cerę miał tak samo bladą jak włosy, przypominał trochę wampira.
-Znamy- odpowiedziałam, próbując przebić nieśmiałość.
-Nie jest tak źle jak myślałam- uśmiechnęła się i uścisnęła mnie i mówiła dalej- Poznałyśmy się w szkole, chodzimy razem do klasy- spojrzała w stronę chłopaka.- Oh, to jest Effy, która jest całkiem spoko, Effy to jest Lee, który jest czasami spoko, ale zazwyczaj jest strasznym pacanem.
Chłopak przeczesał włosy ręka i uśmiechną się.
-Sama jesteś pacaniem. Miło cię poznać Effy. Jestem Lee i nie jestem pacanem jak twierdzi Zoe- wyciągnął rękę w geście, żebym ją uścisnęłam i tak zrobiłam.
Natychmiastowo poczułam jego zimny dotyk i schowałam rękę do kurtki. Było widać, że czuje się zaskoczony, ale próbował nie okazywać tego po sobie.
Jak byłam mniejsza, odwiedziłam z mamą, tatą i siostrą schronisko dla zwierząt. Było mi strasznie smutno jak zobaczyłam te bezbronne zwierzaczki, teraz też mi się zrobiło smutno. Patrzyłam dwóm nastolatką w oczy, którzy pewnie nie znali swoich rodziców, ale byli tak szczęśliwi jakby ich domem byłby ośrodek. Ciepłym, rodzinnym domem, do którego można zawsze wrócić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz