piątek, 10 lipca 2015

Przetarłam oczy i z pozycji leżącej przeszłam do pozycji siedzącej. Materac ugiął się pod moim ciężarem, a moja głowa zabolała bardziej niż kiedykolwiek. 
Z wczorajszej nocy pamiętam, że się upiłam i pod koniec urwał mi się film. Dałaś sobie popalić Effy. Ale teraz nie nie na tym skupiły się moje myśli, tylko na chłopaku, który siedział na łóżku Zoe. 
Jego oczy były zamknięte, a ręce miał skrzyżowane na piersi.
-Halo- zawołałam cicho, bo głowa mi pękała.
Chłopak wyprostował się i potarł podbródek.
-Halo, zasada numer jeden, nie pijemy do nie przytomność.
-Ciszej proszę- złapałam się za głowę i opadłam na poduszkę.- Co tak śmierdzi?
W pokoju było czuć martwego kota zmieszanego z dużą ilością potu. 
-Ty- odpowiedź była krótka, ale bardzo zrozumiała. 
Przyglądałam mu się przez chwile, aż oczy zabolały mnie od światła dziennego. Potrzebowałam aspiryny, ibupromu, czegokolwiek by wrócić do trzeźwego stanu. Przesadziłam stanowczo- nigdy więcej. 
Pot spływał mi po szyi, dekolcie... dekolcie, nagim dekolcie. Cholera, na przeciwko siedział nieznajomy, a ja leżałam w samej bieliźnie. 
Wyciągnęłam koszulę nocną z pod poduszki i wsunęłam ją najszybciej jak potrafiłam. 
-Czy my... czemu jestem w samej bieliźnie?
-Obrzygałaś sobie ubrania, więc miałaś śmierdzieć i dusić się tym smrodem? Rozebrałem cię- nie otworzył oczu, ale usta ułożyły się w figlarny uśmieszek- nie dziękuj Elfie. 
-Elfie?- spojrzałam na niego z ciekawością.- Kim ty w ogóle jesteś? 
W sumie nie znałam gościa zbyt długo więc miałam prawo się zapytać. W końcu mógł być jakimś podglądaczem lub zboczeńcem, którego kręci nekrofilia. Ale przyznać musiałam nie należał do brzydkich. Jego ciemne włosy opadały na czoło, a wydajne usta prosiły się... boże Effy przestań. 
Pociąg do chłopków był mi obcy. Nigdy się nie całowałam, nie przytulałam z płcią przeciwną. Więc te dziwne ciarki, które teraz po mnie przeszły były przyjemne, ale jednak trochę przerażające.
-Black, byłem wczoraj z wami- a no tak, czyli to on był ta męską, cichą sylwetkom.
-Tak w połowie chyba urwał mi się film, mógłbyś... mógłbyś mi powiedzieć co się stało?- w tym momencie zabrzmiałam jak idiotka, na dodatek idiotka z kacem.
-No wsiadałaś do auta z jakimś starym facetem, potem zemdlałaś, musiałem wrócić wcześniej bo niosłem cię na ramieniu przez dwadzieścia minut, a za podziękowania obrzygałaś się i mnie.
Miałam ochotę schować się pod kołdrą i pozostać tam do końca życia, aż wyschnę, umrę z głodu... cokolwiek byle by skutecznie. Zrobiłabym to gdybym mogła się ruszyć, ale ze wstydu znieruchomiałam.
-Przepraszam- jedyne co udało mi się wykrztusić.
Następne pół godziny leżałam wpatrując się w ciszy w sufit, kiedy znalazłam siły by wstać, wzięłam ubrania i poszłam po cichu do łazienki.
Weszłam po pierwszy prysznic z ładną niebieską zasłonką i odkręciłam zimną wodę by się przebudzić. Cieniutki strumyk spływał mi po plecach, aż do pośladków i w tedy usłyszałam ciche szepty parunastu osób.
Czułam ich głosy coraz głośniej, a skóra była gorąca od ich ciepła oddechu. Byłam pewna, że jak wchodziłam to nikogo nie było, jak weszłam było słychać jedynie kropelki wody, które obijał się o zlew chwilowo popsutej umywalki, a teraz głosów było stanowczo za dużo, jakby miliony osób szeptało mi do ucha i dotykały po skórze. Otworzyłam oczy i zakręciłam wodę po czym owinęłam sie ręcznikiem i wyszłam spod prysznica.
Szepty nie znikły, przeciwnie. Były głośniejsze, a dotyk bardziej odczuwalny. Mimo mojego zdziwienia, wszystkie kabiny były puste.
Spojrzałam w lustro i zobaczyłam za mną postać. Młodego chłopaka, mniej więcej w moim wieku. Stał za mną wpatrzony tak jak by zobaczył ducha, ale to bardziej ja się tak czułam. Był przystojny, blond włosy wydajne kości policzkowe, ale był smutny, jego oczy zapłakane.
Łazienka malała i zostałam tylko ja i on w małej, czarnej klatce.
Tak jakbym śniła. Nie był to koszmar, ani przyjemny sen. Było to bardziej jak dramat, takie uczucie jakbym oglądała dramat, jak by właśnie była scena tragicznego wypadku, jakby ktoś umierał. Miałam uczucie jak bym była na pogrzebie siostry. 

wtorek, 7 lipca 2015

Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, że kiedy weszłam do środka wszyscy zamilkli i ich wzrok powędrował do mnie, ale to było tylko złudzenie, głupia myśl w mojej głowie, głupi strach, który nie pozwalał mi na pełną swobodę. 
Pierwsze co zauważyłam była spora grupa ludzi- nastolatków siedzących w rogu przy barze. Potem spojrzałam na drewniany parkiet pełen ludzi i w tłumie spostrzegłam Zoe z rudowłosą dziewczyną. Tańczyły jakby były jednością, Ruda obejmowała Zoe w pasie, a moja współlokatorka kręciła biodrami ocierając się przy tym o uda drugiej dziewczyny. Wyglądało to trochę jak taniec erotyczny. Zauważyłam też, że chłopak przy barze przygląda się im jakby widział planetę zrobioną z cukru.
Powędrowałam szybkim krokiem do barku i usiadłam na krześle.
-Co podać?- spytał głośno barman. 
-Coś mocnego, żeby zapomnieć chodź na chwile- uśmiechnęłam się i wyjęłam studolarówkę z tylnej kieszeni spodni.
-Już się robi. 
Odwrócił się i znikną za blatem. Po paru sekundach przyniósł szklankę i limonkę. 
-Do dna- podniosłam szklankę i upiłam parę łyków po czym zagryzłam limonką.- Jeszcze raz, aż nie wyczerpią mi się środki. 
Oparłam jedną rękę o blat a drugą podparłam podbródek. 
Siedziałam znudzona i zaspana na tyle, że muzyka była ledwie słyszalna. Mózg mówił "nie wolno", ale ciało sądziło coś innego i wypiłam do dna kolejnego drinka. 
Jakiś czas potem, dosiadł się do mnie mężczyzna, około czterdziestki i postawił mi drinka. 
Poczułam jak moje ciało przestaje funkcjonować, a umysł przestawia się na tryb uśpiony. Mężczyzna zamówił mi kolejnego drinka, a ja nie odmówiłam i wzięłam kolejnego łyka, tylko po to by przestać myśleć. Przestać się zastanawiać i po prostu się zabawić. Kiedy byłam na skraju wytrzymałości i zasypiałam, wybudził mnie donośny głos.
-Maleńka chyba pora zabrać cię do domu- odwróciłam głowę w jego stronę i padłam na bar.
-Tak, poproszę- podniosłam rękę i upiłam kolejny łyk i wstałam.
-Zawiozę cię, dobrze?- poczułam jak ręka mężczyzny dotyka mojej tali i schodzi coraz niżej i niżej, aż w końcu dotarła do posladków.
W odpowiedzi pokiwałam głową i ruszyłam w stronę drzwi.
Przy wyjściu miałam odruchy wymiotne, a potem tak jakby ktoś wsadzał mi drut kolczasty do gardła.
Na parkingu podeszliśmy do jakiegoś auta i usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi, a po tym nieznajomy głos.
-Ona nigdzie nie idzie, przynajmniej nie z tobą.
Uszły ze mnie ostatnie oznaki siły i upadłam na żwir. Lepka maź spłynęła mi po polikach, a potem zrobiło mi się czarno przed oczyma i zemdlałam.