Przetarłam oczy i z pozycji leżącej przeszłam do pozycji siedzącej. Materac ugiął się pod moim ciężarem, a moja głowa zabolała bardziej niż kiedykolwiek.
Z wczorajszej nocy pamiętam, że się upiłam i pod koniec urwał mi się film. Dałaś sobie popalić Effy. Ale teraz nie nie na tym skupiły się moje myśli, tylko na chłopaku, który siedział na łóżku Zoe.
Jego oczy były zamknięte, a ręce miał skrzyżowane na piersi.
-Halo- zawołałam cicho, bo głowa mi pękała.
Chłopak wyprostował się i potarł podbródek.
-Halo, zasada numer jeden, nie pijemy do nie przytomność.
-Ciszej proszę- złapałam się za głowę i opadłam na poduszkę.- Co tak śmierdzi?
W pokoju było czuć martwego kota zmieszanego z dużą ilością potu.
-Ty- odpowiedź była krótka, ale bardzo zrozumiała.
Przyglądałam mu się przez chwile, aż oczy zabolały mnie od światła dziennego. Potrzebowałam aspiryny, ibupromu, czegokolwiek by wrócić do trzeźwego stanu. Przesadziłam stanowczo- nigdy więcej.
Pot spływał mi po szyi, dekolcie... dekolcie, nagim dekolcie. Cholera, na przeciwko siedział nieznajomy, a ja leżałam w samej bieliźnie.
Wyciągnęłam koszulę nocną z pod poduszki i wsunęłam ją najszybciej jak potrafiłam.
-Czy my... czemu jestem w samej bieliźnie?
-Obrzygałaś sobie ubrania, więc miałaś śmierdzieć i dusić się tym smrodem? Rozebrałem cię- nie otworzył oczu, ale usta ułożyły się w figlarny uśmieszek- nie dziękuj Elfie.
-Elfie?- spojrzałam na niego z ciekawością.- Kim ty w ogóle jesteś?
W sumie nie znałam gościa zbyt długo więc miałam prawo się zapytać. W końcu mógł być jakimś podglądaczem lub zboczeńcem, którego kręci nekrofilia. Ale przyznać musiałam nie należał do brzydkich. Jego ciemne włosy opadały na czoło, a wydajne usta prosiły się... boże Effy przestań.
Pociąg do chłopków był mi obcy. Nigdy się nie całowałam, nie przytulałam z płcią przeciwną. Więc te dziwne ciarki, które teraz po mnie przeszły były przyjemne, ale jednak trochę przerażające.
-Black, byłem wczoraj z wami- a no tak, czyli to on był ta męską, cichą sylwetkom.
-Tak w połowie chyba urwał mi się film, mógłbyś... mógłbyś mi powiedzieć co się stało?- w tym momencie zabrzmiałam jak idiotka, na dodatek idiotka z kacem.
-No wsiadałaś do auta z jakimś starym facetem, potem zemdlałaś, musiałem wrócić wcześniej bo niosłem cię na ramieniu przez dwadzieścia minut, a za podziękowania obrzygałaś się i mnie.
Miałam ochotę schować się pod kołdrą i pozostać tam do końca życia, aż wyschnę, umrę z głodu... cokolwiek byle by skutecznie. Zrobiłabym to gdybym mogła się ruszyć, ale ze wstydu znieruchomiałam.
-Przepraszam- jedyne co udało mi się wykrztusić.
Następne pół godziny leżałam wpatrując się w ciszy w sufit, kiedy znalazłam siły by wstać, wzięłam ubrania i poszłam po cichu do łazienki.
Weszłam po pierwszy prysznic z ładną niebieską zasłonką i odkręciłam zimną wodę by się przebudzić. Cieniutki strumyk spływał mi po plecach, aż do pośladków i w tedy usłyszałam ciche szepty parunastu osób.
Czułam ich głosy coraz głośniej, a skóra była gorąca od ich ciepła oddechu. Byłam pewna, że jak wchodziłam to nikogo nie było, jak weszłam było słychać jedynie kropelki wody, które obijał się o zlew chwilowo popsutej umywalki, a teraz głosów było stanowczo za dużo, jakby miliony osób szeptało mi do ucha i dotykały po skórze. Otworzyłam oczy i zakręciłam wodę po czym owinęłam sie ręcznikiem i wyszłam spod prysznica.
Szepty nie znikły, przeciwnie. Były głośniejsze, a dotyk bardziej odczuwalny. Mimo mojego zdziwienia, wszystkie kabiny były puste.
Spojrzałam w lustro i zobaczyłam za mną postać. Młodego chłopaka, mniej więcej w moim wieku. Stał za mną wpatrzony tak jak by zobaczył ducha, ale to bardziej ja się tak czułam. Był przystojny, blond włosy wydajne kości policzkowe, ale był smutny, jego oczy zapłakane.
Łazienka malała i zostałam tylko ja i on w małej, czarnej klatce.
Tak jakbym śniła. Nie był to koszmar, ani przyjemny sen. Było to bardziej jak dramat, takie uczucie jakbym oglądała dramat, jak by właśnie była scena tragicznego wypadku, jakby ktoś umierał. Miałam uczucie jak bym była na pogrzebie siostry.
-Black, byłem wczoraj z wami- a no tak, czyli to on był ta męską, cichą sylwetkom.
-Tak w połowie chyba urwał mi się film, mógłbyś... mógłbyś mi powiedzieć co się stało?- w tym momencie zabrzmiałam jak idiotka, na dodatek idiotka z kacem.
-No wsiadałaś do auta z jakimś starym facetem, potem zemdlałaś, musiałem wrócić wcześniej bo niosłem cię na ramieniu przez dwadzieścia minut, a za podziękowania obrzygałaś się i mnie.
Miałam ochotę schować się pod kołdrą i pozostać tam do końca życia, aż wyschnę, umrę z głodu... cokolwiek byle by skutecznie. Zrobiłabym to gdybym mogła się ruszyć, ale ze wstydu znieruchomiałam.
-Przepraszam- jedyne co udało mi się wykrztusić.
Następne pół godziny leżałam wpatrując się w ciszy w sufit, kiedy znalazłam siły by wstać, wzięłam ubrania i poszłam po cichu do łazienki.
Weszłam po pierwszy prysznic z ładną niebieską zasłonką i odkręciłam zimną wodę by się przebudzić. Cieniutki strumyk spływał mi po plecach, aż do pośladków i w tedy usłyszałam ciche szepty parunastu osób.
Czułam ich głosy coraz głośniej, a skóra była gorąca od ich ciepła oddechu. Byłam pewna, że jak wchodziłam to nikogo nie było, jak weszłam było słychać jedynie kropelki wody, które obijał się o zlew chwilowo popsutej umywalki, a teraz głosów było stanowczo za dużo, jakby miliony osób szeptało mi do ucha i dotykały po skórze. Otworzyłam oczy i zakręciłam wodę po czym owinęłam sie ręcznikiem i wyszłam spod prysznica.
Szepty nie znikły, przeciwnie. Były głośniejsze, a dotyk bardziej odczuwalny. Mimo mojego zdziwienia, wszystkie kabiny były puste.
Spojrzałam w lustro i zobaczyłam za mną postać. Młodego chłopaka, mniej więcej w moim wieku. Stał za mną wpatrzony tak jak by zobaczył ducha, ale to bardziej ja się tak czułam. Był przystojny, blond włosy wydajne kości policzkowe, ale był smutny, jego oczy zapłakane.
Łazienka malała i zostałam tylko ja i on w małej, czarnej klatce.
Tak jakbym śniła. Nie był to koszmar, ani przyjemny sen. Było to bardziej jak dramat, takie uczucie jakbym oglądała dramat, jak by właśnie była scena tragicznego wypadku, jakby ktoś umierał. Miałam uczucie jak bym była na pogrzebie siostry.